Osiołkowi w żłoby dano...No i mnie też. Jednego dnia o tej samej porze: wernisaż zaprzyjaźnionego fotografa, parapetówka u znajomych, urodziny koleżanki no i propozycja weekendowego wyjazdu. I to kusi, i to nęci. Na co się zdecydować? A najbardziej to chciałabym zostać w domu, ale przecież jak zostanę, to z pewnością ominie mnie coś fascynującego. Nie poznam kogoś ciekawego, nie przeżyję wspaniałej przygody, nie rozwinę umysłu AAAAAA co teraz?
Zauważyliście u siebie kiedyś zjawisko, które nazwałam roboczo "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma"? Bo ja tak. Na imprezie, na którą nie idę bawią się lepiej. Muzyka jakaś taka fajniejsza, drinki tańsze i więcej przystojnych mężczyzn. Więc może pobędę chwilkę tutaj, a potem pobiegnę dalej? Ale co będzie jeśli wyjdę i wtedy akurat pojawi się w miejscu, które opuściłam mężczyzna mojego życia? Nic, tylko siąść i płakać.
Bardzo złe jest takie uczucie. Sprawia, że niczym nie jesteś się w stanie cieszyć. Wiecznie gdzieś cię gna, ciągle pędzisz i ciągle masz niedosyt, no bo przecież nie miałaś czasu podelektować się tym, co robiłaś. Nastrój zepsuty, frustracja rośnie i tylko wrzody się pojawiają na żołądku.
Mam na to jedną radę - raz dokonać zdecydowanego wyboru i postanowić, że dobra zabawa jest tam, gdzie jestem ja. To nie okoliczności zewnętrzne sprawiają, że dobrze się bawisz, ale ty. I najbardziej fantastyczny bal u króla Belgii nie sprawi, że będziesz zadowolona, jeśli to w środku ciebie zadowolenia nie będzie. Kiedyś tak zrobiłam - to naprawdę działa! I teraz wszędzie dobrze jest tam, gdzie jestem ja.
Komentarze (3)
Gość xsyzgkjncs 29.08.2010
paniroza 27.07.2010
Gość Dido 25.07.2010